Na cmentarzu w Popowie Kościelnym spoczęła Barbara Juszkiewicz

 

 

- To wszystko potoczyło się tak szybko. Barbara zachorowała niedawno, a jej choroba postępowała w błyskawicznym tempie. Choć wcześniej była w szpitalu, odeszła w domu, przy mnie. Choć była noc, zdążyłem jeszcze przywieźć do niej księdza z ostatnią posługą. Odeszła cicho, a ja byłem wtedy przy niej - wspomina ze łzami pan Józef, mąż pani Barbary. Jak mówi, w jego pamięci wciąż są chwile, kiedy on i pani Barbara się poznali. - Żona pochodziła z Gniezna. Pewnego dnia, kiedy szedłem na pole, spotkałem ją na brukowej drodze idącą z walizką z naprzeciwka. Okazało się, że przyjechała do swojej rodziny, a moich sąsiadów. Tak zaczęła się nasza miłość, która trwała przez pięćdziesiąt lat. 4 marca w Urzędzie Stanu Cywilnego w Gnieźnie powiedzieliśmy sobie „TAK”, a 4 marca 2017 roku obchodziliśmy złote gody. Był tort, goście... Wesoło było. Bo ona była bardzo towarzyska. Miała wielu znajomych, z każdym potrafiła znaleźć wspólny język - powiedział nam pan Józef.


Barbara Juszkiewicz pracowała w Przedsiębiorstwie Budownictwa Rolniczego w Poznaniu, a później w Spółdzielni Metalowej. Stamtąd przeszła na emeryturę.
Chociaż pochodziła z miasta, jak mówi pan Józef, szybko pokochała wieś. - Dobrze się jej żyło na wsi. Żona wspierała mnie nie tylko w rolnictwie, ale także w działalności społecznej. Jak wiadomo, ja udzielam się w wielu dziedzinach. Basia mi pomagała. Odkąd tylko pamiętam, zawsze kochała dzieci. W związku z tym jeździła na organizowane przeze mnie zimowiska i kolonie jako opiekunka w autokarach i pociągach. Ona była w swoim żywiole, a ja miałem swojego człowieka tam, na miejscu. Niestety, od pięciu lat Barbara nie mogła już jeździć na kolonie. Kiedy złamała obie ręce, odpuściła sobie tak dalekie wyjazdy - opowiada.

 

Barbara Juszkiewicz, jak mówi o niej mąż, była perfekcyjną panią domu. - W naszym domu przewijało się zawsze mnóstwo ludzi. Barbara zawsze każdego ugościła, poczęstowała kawą czy ciastem, a czasem włączyła się także do rozmowy. Myślę, że nasza córka odziedziczyła po niej pracowitość i miłość do porządku - mówi pan Józef.
Pani Barbara w wolnych chwilach „buszowała po internecie”. Jak twierdzi jej mąż, dzięki temu zdobywała wiedzę, którą chętnie dzieliła się z innymi. Interesowała się także tym, co dzieje się w kraju i na świecie, regularnie oglądając „Fakty” i „Wydarzenia”.

Dawniej pani Barbara świetnie dogadywała się ze swoją teściową. Spoczęła wraz z nią na cmentarzu parafialnym w Popowie Kościelnym. W jej pogrzebie uczestniczyły tłumy, w tym wiele pocztów sztandarowych.

Żródło: wagrowiec.naszemiasto.pl